Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
Bradley Wilson-Dean mistrzem Nowej Zelandii
 06.01.2019 13:12
Bradley Wilson-Dean wygrał Indywidualne Mistrzostwa Nowej Zelandii, które rozegrano na torze w Auckland. Nowy żużlowiec ekipy Zdunek Wybrzeża Gdańsk nie dał szans rywalom, zdobywając komplet punktów. Podium uzupełnili Dylan Hancock i Ryan Terry-Daley.

Na starcie zawodów stanęło dziesięciu zawodników. Najpierw odbyła się runda zasadnicza, która składała się z sześciu wyścigów. Następnie odbył się baraż i finał B. Zwycięzcy tych biegów awansowali do kolejnych wyścigów. Bezkonkurencyjny tego dnia był Bradley Wilson-Dean, który wygrał wszystkie swoje wyścigi.

 

 

 


Wyniki:
1. Bradley Wilson-Dean (4,4,4) 12+4
2. Dylan Hancock (3,4,4) 11+3
3. Ryan Terry-Daley (4,3,3) 10+2
4. Jake Turner (3,2,3) 8+4+d
5. Jake Gillespie (1,1,2) 4+4+3
6. Cody Mudgway (2,2,1) 5+d
7. Jason McKay (d,3,1) 4+w
8. Michael Patey (2,0,2) 4+3
9. Tony Hendry (1,1,0) 2+2
10. Darrin Wilson (d,-,-) 0

Bieg po biegu:
1. Wilson-Dean, Hancock, Mudgway, Gillespie, McKay (d)
2. Terry-Daley, Turner, Patey, Hendry, Wilson (d)
3. Wilson-Dean, Terry-Daley, Turner, Gillespie, Patey
4. Hancock, McKay, Mudgway, Hendry
5. Hancock, Terry-Daley, Gillespie, Mudgway, Hendry
6. Wilson-Dean, Turner, Patey, McKay

Baraż: Gillespie, Patey, Hendry
Finał B: Turner, Gillespie, Mudgway (d), McKay (w/u)
Finał A: Wilson-Dean, Hancock, Terry-Daley, Turner (d)

 

Bieg finałowy, w którym pewne zwycięstwo odniósł Bradley Wilson-Dean.

Dominik Niczke (za: wybrzezegdansk.pl)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (30)
tydzień temu
Axel Pawlicki xd
No kto to jest ???
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
no to razczej finla znany chyba ze usa wezmie dziadka do skladu
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
W odpowiedzi na komentarz:
Półfinał w Landshut (4 maja): Czechy, Niemcy, Włochy, Polska, Słowenia, Szwecja, Ukraina.

Półfinał w Manchesterze (11 maja): Australia, Dania, Wielka Brytania, Francja, Finlandia, Łotwa, USA.

Finał w Togliatti (20 i 21 lipca): Rosja i trzy najlepsze drużyny z każdego półfinału.
jaka zenada
1 polfinla 2 druzyny , a w 2 az 6
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
Półfinał w Landshut (4 maja): Czechy, Niemcy, Włochy, Polska, Słowenia, Szwecja, Ukraina.

Półfinał w Manchesterze (11 maja): Australia, Dania, Wielka Brytania, Francja, Finlandia, Łotwa, USA.

Finał w Togliatti (20 i 21 lipca): Rosja i trzy najlepsze drużyny z każdego półfinału.
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu

Wojciech Wardacki, prezes Grupy Azoty, był gościem RDN Małopolska. Na antenie radia szef koncernu powiedział, że 1 stycznia weszła w życie nowa, 2-letnia umowa z Unią Tarnów. GA zostaje w nazwie. Klub w zamian dostanie 4 miliony na sezon.
4 miliony to bardzo duża kwota. Unii spokojnie wystarczy na godne życie w Nice 1.LŻ.
Inna sprawa, że część pieniędzy (jedną czwartą) trzeba będzie przeznaczyć na spłatę pożyczek. Sezon 2018 tarnowski klub skończył na dużym minusie. Z naszych informacji wynika, że chodziło o około 3,5 miliona złotych. W kasie nie było środków na pokrycie całej kwoty, więc prezes Łukasz Sady ratował się pożyczkami. Musiał uregulować należności, bo w innym razie Unia nie dostałaby licencji.
W życiu jest jednak tak, że pożyczone pieniądze trzeba będzie kiedyś zwrócić. Według nas prezes Sady musi w ciągu 2 lat oddać 2 miliony. Po ogłoszeniu nowej umowy z Grupą Azoty ma jednak z czego brać. Inna sprawa, że musi się mocno zastanowić nad tym, czy w tej sytuacji jest sens walczyć o PGE Ekstraligę.
W przypadku walki o Ekstraligę nie wolno też zapominać o temacie modernizacji stadionu. W tym roku ma być przygotowany projekt zakładający rozłożenie modernizacji na lata. Prace ruszą najprędzej w 2020 roku. Na pierwszy ogień pójdzie trybuna główna. Do 2022 roku Unia powinna mieć nowy stadion. Biorąc pod uwagę to oraz długi najlepszym terminem na walkę o awans będzie sezon 2021.
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
W odpowiedzi na komentarz:
super artykuł Michała
no
dal rade chlop xd
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
super artykuł Michała
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
A przecież mogło być normalniej. Istnieje wszak kilka możliwości alternatywnych, z których Speedway Ekstraliga nie skorzystała, jeśli już się upiera na telewizyjną ekspansję. Większość ligowych weekendów wyznaczono w tym sezonie tak, aby nie kolidowały z rundami sobotnich IMŚ. Dlaczego więc nie wcisnąć możliwie największej liczby meczów na wolną sobotę, zamiast roboczego piątku? Jeśli przeszkodą są inne zawody międzynarodowe, czy inne plany nadawców, którzy wolą w sobotę pokazywać piłkę nożną, to dlaczego nie rozegrać jednego meczu w piątek, a trzech w niedzielę? To może kolidować z transmisjami z pierwszej ligi, ale szczerze, kto przez cały sezon zdoła wytrzymać cztery niedzielne transmisje wraz z magazynem kończącym się ok. godz. 23? Bo mówi się, że pierwsza liga też ma chrapkę na dwa mecze telewizyjne, z których ten pierwszy musi ruszać niedługo po 12.00... W końcu, czy koniecznie telewizja musi pokazywać aż 4 spotkania ekstraligi, jeśli około połowa z nich będzie spotkaniami "do jednej bramki"? Równie dobrze byśmy się zadowolili trzema, wtedy nie ma konieczności przeprowadzania meczu piątkowego o 18.00. Można też kombinować z rozgrywaniem dwóch teoretycznie najnudniejszych spotkań o tej samej godzinie i rozdzieleniem transmisji na dwie anteny. Transmisje symultaniczne, choć technicznie możliwe, nie wiem czy byłyby opłacalne dla telewizji. Mieliśmy już takie "na spontanie" na NC+. Sprawdzają się w Anglii na etapie półfinałów, ale tam po prostu telewizja decyduje, kiedy rusza kolejny bieg i na którym stadionie. Być może ta opcja odpada na cały sezon, ale kto wie, czy by się nie sprawdziła na jakieś wyjątkowe okazje wynikające z terminarza
A co, jeśli się mylę, jeśli okazałoby się, że na mecze piątkowe ruszą tłumy kibiców, porównywalne do tych ze spotkań niedzielnych? Szczerze mówiąc, sam jestem ciekaw. Często powtarzam, że w pewnych sytuacjach chciałbym się mylić, ale w tej nie chcę. Bardzo mi bowiem zależy, żeby z terminarza na sezon 2020 wypadły przynajmniej te piątkowe spotkania z godziny 18.00. Jak pisałem wyżej, jest to absolutnie do rozwiązania. A co by się nie zdarzyło, to już teraz zapraszam na wpis po sezonie, gdy wszystko sobie podliczymy i zobaczymy, jakie są efekty opisywanej reformy. Nie ukrywam, liczę też, że część fanów w Polsce pójdzie za przykładem kibiców Motoru Lublin, którzy zaczynają głośno o sprawie piątkowej mówić. Kiedy pisałem o tych piątkach w styczniu 2016 roku, trudno było o jakiś masowy odzew - po pierwsze wówczas chodziło jeszcze o pojedyncze mecze, po drugie - żadna grupa nie poczuła się tym dotknięta w takim stopniu jak obecnie kibice z Lublina, a to wielotysięczna rzesza fanów.
Wiecie co w tej sytuacji wkurza najbardziej? Całkowite pominięcie zdania kibiców, którzy w całej tej zabawie są najważniejsi. Przynajmniej powinni być. Identycznie, jak z tłumikami, nudnymi torami, wysokimi cenami biletów, zamykaniem fanów w ciasnych klatkach, czy przekładaniem meczów z powodu "kapuśniakau. Nawet podczas ostatniej telenoweli z Ireneuszem Nawrockim w roli głównej zapomniano gdzieś o interesie szarych fanów żużla z Rzeszowa, którzy przynajmniej na rok, oby nie na dłużej, przymusowo zapomną o zawodach ligowych w swoim mieście. Dla dziennikarzy ważniejsze było to, by w swoich tekstach podczas zimowej nudy utrzeć nosa skądinąd oryginalnemu działaczowi żużlowemu, jakim jest opisywany biznesmen. Jakkolwiek nie mam do niego zaufania, z jednym zdaniem, które wypowiedział się zgodzę. Nagonka medialna na Stal Rzeszów, także w wykonaniu tytułów, które najpierw długo Nawrockiego wychwalały, a nagle, już jesienią, zaczęły ścigać się w jego ośmieszaniu, z pewnością nie pozostała bez wpływu na decyzję PZM o odebraniu licencji klubowi ze stolicy Podkarpacia. Oby głos naszego, kibicowskiego środowiska był w zbliżającym się sezonie 2019 bardziej wysłuchiwany niż dotychczas.


Michał / GW
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
Trzeci problem to dyskryminujący dla kilku klubów terminarz. Od sezonu 2019 będziemy mieć już nie jednego, a dwóch nadawców (nSport+ i Eleven), którzy podzielą się transmisjami. Trudno oczekiwać, by NC+, jako stacja z pierwszeństwem wyboru, była zainteresowana pokazywaniem teoretycznie mniej ciekawych spotkań. Ktoś, kto konstruował umowę z nadawcami z ramienia Ekstraligi, powinien jednak przewidzieć, że taka sytuacja może mieć miejsce i przykładowo inaczej skonstruować porozumienie z nadawcami, by nie wyszedł taki klops, jak z terminarzem dla Motoru Lublin. Nic dziwnego, że sympatycy beniaminka głośno protestują, uważając, że po raz kolejny okazało się, iż w naszym żużlu są "równi i równiejsi".
Po czwarte - pytanie, jak kibice żużla mają połączyć pracę zawodową z piątkowymi meczami? Dla osób pracujących na zmiany lub popołudniami to będzie najczarniejszy sezon w życiu. Przecież cały sektor handlu i usług o godz. 18 jest jeszcze w pracy. Osobnym tematem będzie koszmar komunikacyjny przed piątkowymi meczami. Oprócz osób dojeżdżających na stadiony, na ulicach zaroi się od regularnych uczestników ruchu drogowego, w tym weekendowych wyjazdowiczów, uciekających z miasta po pracy, kiedy tylko pogoda się poprawi. Będą wkurzać się kibice, będą wkurzać się nie-kibice, którzy zamiast szybko wrócić z pracy do domu na weekend, będą zmuszeni stanąć w korku. Organizatorzy i służby też się będą wkurzać, bo będą musieli nad tym zapanować (to przecież także wizyty zorganizowanych grup kibiców gości), a wypracowane schematy odnoszace się do niedzielnych spotkań niekoniecznie sprawdzą się w piątkowe wieczory.
Dlaczego pomysł z piątkowymi meczami zadziałał na mnie, jak płachta na byka? Także z powodów czysto prywatnych, bo transmisje w Eleven to dodatkowe, comiesięczne koszty. Trochę to bez sensu, bo nic poza żużlem w Eleven mnie nie interesuje. I tak żonglujemy tymi pakietami, platformami cyfrowymi, płacimy sporo, dostajemy kupę kanałów, których nigdy nie obejrzymy, po to, by mieć tylko dostęp do żużla. Mówi się trudno, bo czego nie zrobisz dla pasji, ale kiedy wychodzi się już z etapu życia z dnia na dzień czy studenckiego "jakoś to będzie", te pieniądze w domowym i rodzinnym budżecie zaczyna się inaczej liczyć
  Lubię
  Nie lubię
tydzień temu
Zaklinacze rzeczywistości nie dają jednak za wygraną, porównując ekstraligę do piłkarskiej Ligi Mistrzów, w której zawody rozgrywa się w środku tygodnia, a przecież kibiców na trybunach nie ubywa. Zaiste przełomowa konstatacja, pogratulować wyczucia. Gdzie Rzym, gdzie Krym? W piłce nożnej pucharowe środy to taka sama tradycja jak w polskim żużlu niedziele. Jako dzieciaki trzymaliśmy przecież kciuki za polskie drużyny walczące w Pucharze Zdobywców Pucharów czy Pucharze UEFA. Dziś te rozgrywki dawno już nie istnieją, "zliftingowano" je bądź stworzono nowe. Ale są też zaklinacze w wersji "light", którzy opierają się znowu na danych z piłki kopanej, lecz tej bardziej przaśnej, zwanej Lotto Ekstraklasą. Tam podobno mecze piątkowe cieszą się wcale nie mniejszym zainteresowaniem niż weekendowe. Tak stwierdził jeden z prezesów klubów ekstraligowych. Sprawdziłem to "na wyrywki" porównując kilkanaście danych frekwencyjnych z piątkowych meczów Ekstraklasy ze średnią widownią na danym stadionie. Prawie zawsze frekwencja piątkowa była gorsza od średniej danego klubu, stąd ten argument uznaję za nietrafiony.
Druga sprawa - odpływ widowni ze stadionów wiąże się nie tylko z dniem tygodnia, ale też z transmisją telewizyjną w ogóle. Transmisja z meczu obniża frekwencję na stadionie, koniec i kropka, choć część ekspertów pisze od lat, że "dobry mecz i tak się sprzeda". Sprzeda się dobrze, ale zawsze mógłby lepiej. Maniacy żużla, tacy jak czytający ten wpis (bo któż czyta w styczniu o żużlu, jak nie maniacy?), na pewno nie wyobrażają sobie, jak można odpuścić mecz na stadionie z powodu telewizji. Jednak coraz więcej fanów, tych mniej zapalonych, woli korzystać z wygód i nie fatygować się na stadion, gdy wszystko jest na wyciągnięcie pilota, bez korków, bez nerwów i bez drogich biletów. Najlepszym przykładem są tegoroczne dane frekwencyjne Stali Gorzów. Paradoksalnie, najbardziej oblegane były spotkania z drużynami z dołów tabeli. Dlaczego? Czy nie właśnie z powodu przystępnych cen za bilety oraz braku transmisji? Co innego z meczami dużego kalibru. Ba, przecież nawet finał ligi nie przyciągnął kompletu! Zresztą, przypominacie sobie boje o transmisje żużlowe w latach 2002-2007, gdy Polsat nie raz, nie dwa, wjeżdżał z kamerami na stadion "z partyzanta", a kilka klubów nie podjęło z nim nawet współpracy? Już wtedy prezesi klubów potrafili liczyć pieniądze, wiedząc, że telewizja zabiera im klientów. Dziś prezesi się godzą, bo będzie sowita rekompensata za prawa, ale puste krzesełka raczej nie znikną.
  Lubię
  Nie lubię
© 2002-2015 Zuzelend.com