Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Czy na pewno chcesz usunąć ten blog?
TAK NIE
darek losu "bez pojęcia" 3.2 (felieton)
 26.12.2018 20:48
"bez pojęcia" to cykl felietonów darka losu, krojczego marynarek na portalu sportowa bieda
najpiękniejsze święta to takie gdy ubrania chłoną zapachy z kuchni tak jak muł chłonie topielca, sweterek przesiąka oparami kapusty z grochem, a spodnie zaciągają woń spalonego oleju z karpia. zapach żużla to właśnie spalony olej, żaden metanol. metanolu nie pijcie w święta, dziesięć gramów was oślepi na tak zwaną ślepotę, a dwadzieścia uśmierci na tak zwaną śmierć. pusty talerz na stole, symbol oczekiwania na nieproszonego i zbłąkanego gościa, pozostaje czysty. nie czarujmy się, kto w ogóle czeka na kogoś nieproszonego? a przecież może się zdarzyć, że jakiś komornik jest tego wigilijnego wieczora samotny, nie ma dziewczyny i jest mu źle, akurat przechadza się ulicą hetmańską... z tragarzami?



hyniek karmyl wzbraniał się długo, kisił w sobie jak w małej beczce ogórka miłości, napęczniałego do rozmiarów kabaczka albo cukinii. rozdarty wewnętrznie, ciałem w tarnowie, sercem w rzeszowie. matka, wychylona do pasa przez okno, próżno wołała za nim: hyyyniek! hyyyniek! już wcześniej miał przygotowaną kartkę a4, z wydrukowanym w orientacji poziomej, wytłuszczoną verdaną pro black, napis "rzeszów", na wypadek złej pogody zalaminowaną w punkcie xero express na powroźniczej. stał przy wylotówce na wschód i czekał na okazję, wystawiając rękę z kartką poza krawędź jezdni, oczami nadziei szukał kontaktu wzrokowego z oczami łaski jakiegoś łaskawego szofera. przeczytał wszystkie harlequiny, lecz postanowił napisać swój własny pamiętnik miłosny. ubrany w gołe ciało, a na nim w koszykarski dres na rzepy, który zdejmuje się lub zakłada błyskawicznie pojedynczym ruchem, w dłoni dzierżył siatkę, a w niej dwa zestawy kajdanek... do płotu marleny dotarł w wigilię o świcie, zimą o tej porze jest tu jeszcze ciemno. jednym szarpnięciem zdjął z siebie dres i wczepił się kajdankami w płot jak kleszcz, na nadgarstki wybrał różowe wdzianka od rafała i gabriela. leżąc tak, wierzył, że tylko moment dzieli go od momentu jak chwila dzieli od chwili, kiedy spotka marlenę i zakrzyczy ją wyznaniem. tymczasem wiatr zdawał się nucić:

hyniek golusieńki, nie bieży do stajenki, truchleje przy płotku, w kajdanki zapięty
pod płocikiem lula, ta nasza bidula, jeno futerko w kajdankach nadgarstki otula
luli luli laj... luli luli laj...

kolejne dwa zdania są niezwykle istotne w tej historii, dlatego celowo użyję w nich powtórzeń z naciskiem na imiona "hyniek" oraz "marlena". marlena nie zwróciła uwagi na hyńka, hyniek tkwił w swoim miejscu jak zagubiony znajduch, nigdy nieodnaleziony przez marlenę. koniec pierwszego zdania, czas na drugie. tylko pies marleny zlitował się nad hyńkiem, poczekał do północy aż marlena zacznie słuchać ludzkiego głosu, złapał miskę w zęby i pobiegł po jedzenie dla hyńka.



koledzy z roboty kolędowali właśnie w kotłowni, kiedy zorientowali się, że nieparzyście wychodzi im zabawa w łapanie się za łby, postanowili odkuć ślepo zakochanego hyńka od płotu. pojedynczym ruchem ręki ubrali go w dres na rzepy, ekspresowo zasunęli mu również zamek błyskawiczny w bluzie. gdyby to był zamek ekspresowy, zasunęliby go błyskawicznie. zziębnięty hyniek poprosił, żeby zajrzeli na hetmańską, marzył o pamiątce, o kamyku z toru, po którym najprawdopodobniej stąpała kiedyś marlena. gdy odjeżdżali, zauważyli postać na budynku klubowym. to była amelia, której przypadał akurat dyżur odśnieżania dachu, gdyby jakiś śnieg postanowił spaść tej nocy. amelia pomachała im na pożegnanie, stojąc w pozycji jaskółki - symbolu nadziei.

follow @darek_losu
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (3)
3 tygodnie temu
Czytając Ciebie zawsze dostaję pozytywnej energii xd
  Lubię
  Nie lubię
4 tygodnie temu
Mala beczka ogórka miłości...
  Lubię
  Nie lubię
4 tygodnie temu
hahaha beka trwa haha
  Lubię
  Nie lubię
© 2002-2015 Zuzelend.com