Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
Słowo Kowala: Tradycja
 18.04.2022 21:10
„Czasami ostatnią rzeczą do której się odwołujemy jest tradycja. Bez niej zostaje pustka”

Któż z Was nie pamięta prawdziwego, żużlowego Lanego Poniedziałku? Tego samego o którym wspominali chociażby Lech Kędziora i Piotr Pawlicki? Któż z Was nie tęskni za czasami prawdziwym, niedzielnymi, żużlowymi popołudniami? O meczu nie decydowały „garniturki” a faktycznie pogoda. Przyszła nagle telewizja, którą przywitaliśmy z hurraoptymizmem, mogliśmy w końcu oglądać zawody nie tylko na stadionie ale także na szklanym ekranie. Nawet się nie obejrzeliśmy gdy telewizja wyparła to, co było największym atutem sportu żużlowego. Coś co próbuje jeszcze ratować 2. Liga Żużlowa.

 

Lany Poniedziałek od zawsze kojarzył się z ligowym ściganiem. Dziennikarze toczyli wewnętrzną rywalizację, kto okrasi pierwszy pojedynek epitetem z II Świątecznego dnia Wielkanocnego. Lanie polewaczki na stadionie, czasami lanie zrobiła pogoda, innym razem lania nie było. A dziś? Złoty Kask za nami, emocje z czysto podwórkowego ścigania, bez większych fajerwerków. Było, pojeździli i się rozjechali. Było, minęło. Trochę nostalgiczna aura a przecież powinniśmy świętować. Są ku temu powody. Przynajmniej dla tych co przeżywają święta w sferze duchowej. A co z pozostałymi? Dla nich to przede wszystkim kolejny dzień wolny od pracy, do której prędzej czy później jednak się wróci. Gdyby nie ten Złoty Kask to nie wiem czy znaleźliby jakikolwiek punkt zaczepienia dzisiejszego dnia. Owszem, powiecie że były jeszcze zawody na II - ligowym Poznaniu. I będziecie mieli racje. Dobrze że chociaż tam odbyła się ligowa rywalizacja. Co prawda w zaciszu lasku golęcińskiego, bez kamer, bez relacji radiowej ale jednak. Tylko ciężko będzie namówić kibiców z innych ośrodków żużlowych by derbami wielkopolski pasjonowali się tak jakby jechała ich własna drużyna ... .

 

Tradycja powoli ucieka w zapomnienie. Być może wróci. Kiedyś tam, kiedy garniturki wsłuchają się w głos żużlowego środowiska, którzy mimo tego jaki wybrali sobie zawód to jednak świętować też by mogli. A przynajmniej powinno się im to umożliwić jak to tylko jest możliwe.

 

Było, nie było kolejna ligowa kolejka za nami. I kolejne kontrowersje. O ile gadające głowy z magazynu i nie tylko uprzedziły fakt nieregulaminowego rozstrzygnięcia meczu Unii ze Stalą o tyle nie wiem czy ktokolwiek z nich zwrócił uwagę na ważne słowa jednego ze zawodników gorzowskiego klubu, który upadając na tor w 15. biegu, już w trakcie swojego ślizgu po nawierzchni protestował w kierunku Piotra Pawlickiego, który w jego opinii był winny jego upadku. Winny? Czy aby na pewno skoro sam zawodnik przed kamerami przyznał się, że nie jest bojaźliwy i z premedytacją najechał na tylne koło mijającego go zawodnika? Czy przypadkiem w regulaminie nie ma zapisu (poszukajcie bo nie wiem), że zawodnik upadający jest wykluczony gdy zrobi to z własnej winy? Próbował zamknąć furtkę, którą zostawił lokalnemu matadorowi i sam sobie zawinił. Zjeżdżając do krawężnika naciął się na tylne koło kapitana Unii Leszno. W czym problem? Czy to nadal żużel czy już taktyczne szachy?

 

Tradycja się rozpływa na naszych oczach jak wielkanocny baranek z masełka, który jeszcze się ostał na wielkanocnym stole. Jeszcze chwila, jeszcze momencik i baranka nie będzie. Tak samo jak prawdziwego, żużlowego święta.

Podobał Ci się ten artykuł?
Daj plusa autorowi, by zwiększyć jego szanse na nagrodę!
Aktualna ocena: 2
Mariusz Kowalik (za: informacja własna)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (0)
Nie ma komentarzy związanych z tym artykułem. Twoja opinia może być pierwsza.
© 2002-2024 Zuzelend.com