Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
Nicki Pedersen i Anders Thomsen wracają do SEC!
 29.05.2019 12:24
Duńczycy, Nicki Pedersen oraz Anders Thomsen otrzymali od organizatorów stałe „dzikie karty” na starty w tegorocznym cyklu Speedway Euro Championship 2019.

Trzykrotny Indywidualny Mistrz Świata, czterokrotny zdobywca złotych medali mistrzowskich z reprezentacją Danii oraz Indywidualny Mistrz Europy z 2016 roku, Nicki Pedersen powraca do cyklu SEC. Duńczyk, który po fatalnej kontuzji odniesionej w 2017 roku powrócił do wysokiej dyspozycji, potwierdza, że ma jeszcze wiele do zdobycia na żużlowych arenach.

 

Pedersen ma za sobą cztery pełne sezony w stawce Indywidualnych Mistrzostw Europy. Co ciekawe, za każdym razem, kiedy startował w SEC, zmagania kończył z medalem.

 

W 2013 roku, zawodnik z Odense zdobył srebrny medal IME, mimo, że przed finałową rundą zmagań w Rzeszowie był liderem klasyfikacji generalnej, jednak wyśmienity występ Martina Vaculika sprawił, że Duńczyk musiał zadowolić się drugim miejscem na podium. Rok później, Pedersen odebrał brązowy medal SEC ustępując tylko Emilowi Sayfutdinovowi oraz Peterowi Kildemandowi. Sezon 2015 to kolejne srebro. Co ciekawe, Nicki Pedersen, w 27 startach w cyklu SEC 2015, ani razu nie dojechał do mety na ostatniej pozycji. Dziewięć wyścigów kończył na pierwszej pozycji, aż 17 razy był drugi i tylko raz trzeci. Swój, jak dotąd, jedyny złoty medal, Duńczyk wywalczył w niezwykłych okolicznościach. Przed finałową rundą Speedway Euro Championship 2016, Pedersen zajmował dziewiąte miejsce, jednak niezwykle skuteczna jazda, która zaowocowała zdobyciem 17 punktów sprawiła, że to właśnie siedmiokrotny mistrz świata zdobył złoty medal Indywidualnych Mistrzostw Europy.

 

  

Nicki Pedersen świętujący złoty medal SEC w 2016 roku.

 

Anders Thomsen ma już za sobą starty w cyklu Indywidualnych Mistrzostw Europy. W 2016 roku, Duńczyk wystartował w 16 wyścigach, w których zdobył 20 punktów. Zmagania w SEC zakończył podczas czwartego wyścigu turnieju finałowego SEC 2016 w Rybniku. Wskutek upadku, Duńczyk doznał złamania obu nadgarstków.

 

W obecnym sezonie, Thomsen reprezentuje barwy Truly.work Stali Gorzów (Polska), Indianerny Kumla (Szwecja) oraz Team Fjelsted (Dania).

 

Członek żużlowej kadry Danii startował na wszystkich szczeblach eliminacji tegorocznych Indywidualnych Mistrzostw Europy. Thomsen wygrał Duńskie eliminacje do SEC w Outrup, zdobywając w nich 13 punktów. Podczas rundy eliminacyjnej w Poznaniu, zajął trzecie miejsce z 11 punktami na koncie. Dopiero w sobotnim SEC Challenge musiał uznać wyższość rywali. 10 zdobytych punktów oraz wykluczenie w wyścigu „ostatniej szansy” sprawiło, że Thomsen stał się pierwszym zawodnikiem, który nie wywalczył awansu do SEC 2019. Mimo nieudanego występu podczas sobotnich zawodów w Nagyhalasz, organizatorzy cyklu, z uwagi na świetne wyniki oraz wysoką formę zawodnika, postanowili przekazać kolejną „dziką kartę” właśnie Duńczykowi.

 

- Naprawdę?! Dostałem dziką kartę! Super, jestem bardzo szczęśliwy. To był jeden z moich głównych celów na ten sezon. Cieszę się, że mogę wrócić do cyklu po jakby nie patrzeć całkiem niezłym 2016 roku, kiedy to niestety zakończyłem go w pechowy sposób w Rybniku. Miałem wtedy szansę na utrzymanie, ale niestety w pierwszym biegu złamałem oba nadgarstki i musiałem pożegnać się z Mistrzostwami Europy na jakiś czas – mówi wyraźnie podekscytowany Anders Thomsen.

 

- Tegoroczne tory w SEC są naprawdę świetne. Ja jednak czekam na rundę duńską w Vojens, gdzie pojadę przed swoimi kibicami. Mój cel na mistrzostwa Europy? Na pewno walka o podium, ale wiadomo, że czasami różnie bywa. Jedno jest pewne, dam z siebie naprawdę wszystko – zakończył 6. zawodnik z SEC Challenge z Nagyhalasz.

 

  

Anders Thomsen zajął trzecie miejsce podczas eliminacji do cyklu SEC w Poznaniu.

 

Cykl Speedway Euro Championship 2019 rozpocznie się 13 lipca w Güstrow. Następnie zawodnicy walczyć będą o punkty podczas zawodów w Toruniu (27 lipca) oraz w Vojens (10 sierpnia). Wielki finał Indywidualnych Mistrzostw Europy odbędzie się 28 września na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Bilety na każdą z rund dostępne są na speedwayeuro.com.

 

Na ten moment znamy nazwiska 12 zawodników, którzy wystartują w SEC 2019. Kolejne „dzikie karty” poznamy w najbliższych dniach.

 

Aktualna lista startowa SEC 2019:
1. Leon Madsen (Dania)
2. Jarosław Hampel (Polska)
3. Robert Lambert (Wlk. Brytania)
4. Mikkel Michelsen (Dania)
5. Antonio Lindbaeck (Szwecja)
6. Grigory Laguta (Rosja)
7. David Bellego (Francja)
8. Vaclav Milik (Czechy)
9. Michael Jepsen Jensen (Dania)
10. Kacper Woryna (Polska)
11. Anders Thomsen (Dania)
12.
13.
14.
15. Nicki Pedersen (Dania)

Dominik Niczke (za: inf. prasowa)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (14)
rok temu
W odpowiedzi na komentarz:
cyrk na kolach ten aj haha
Ponoć ma niedowład palców tak podaje kotłownia ;]
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
W odpowiedzi na komentarz:
Konto usunięte
wracając do AJ
medycyna robi teraz cuda hihiha
cyrk na kolach ten aj haha
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
Konto usunięte
wracając do AJ
medycyna robi teraz cuda hihiha
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
W odpowiedzi na komentarz:
przypomnijmy, że w dwóch poprzednich spotkaniach w rywalizacji z truly.work Stalą w Gorzowie i Get Well Toruń we Wrocławiu, młodzieżowiec zdobył odpowiednio 5 i 8+2. - Cieszymy się, że wygraliśmy dzisiejszy mecz. Chłopaki zrobili dobrą robotę, ja też dorzuciłem jeden punkcik. Wyjazd na pewno wymagający. Ja byłem bardzo wolny dzisiaj i nie do końca się odnalazłem. Wyciągamy wnioski, trzeba to przeanalizować i jechać dalej. Ja tutaj dzisiaj nie imponowałem prędkością, to chłopaki zrobili kawał dobrej roboty. Tylko podziwiać ich wykonaną pracę. - powiedział Przemysław Liszka.
W Częstochowie po raz kolejny spotkanie miało status meczu zagrożonego, który ostatecznie został zniesiony na dzień przed spotkaniem. Gospodarzom mimo wszystko nie udało się przygotować sprzyjającego dla nich toru. Często to warunki atmosferyczne tworzą warunki meczowe, jednak zawodnicy, którzy są profesjonalistami muszą odnajdywać się w każdych warunkach. - Dokładnie tak. Jak widać pogoda nam dopisała. Gospodarze mieli okazję do pojeżdżenia, my nie, ale wypadliśmy bardzo dobrze.
Liszka ciekawy zawodnik.
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
przypomnijmy, że w dwóch poprzednich spotkaniach w rywalizacji z truly.work Stalą w Gorzowie i Get Well Toruń we Wrocławiu, młodzieżowiec zdobył odpowiednio 5 i 8+2. - Cieszymy się, że wygraliśmy dzisiejszy mecz. Chłopaki zrobili dobrą robotę, ja też dorzuciłem jeden punkcik. Wyjazd na pewno wymagający. Ja byłem bardzo wolny dzisiaj i nie do końca się odnalazłem. Wyciągamy wnioski, trzeba to przeanalizować i jechać dalej. Ja tutaj dzisiaj nie imponowałem prędkością, to chłopaki zrobili kawał dobrej roboty. Tylko podziwiać ich wykonaną pracę. - powiedział Przemysław Liszka.
W Częstochowie po raz kolejny spotkanie miało status meczu zagrożonego, który ostatecznie został zniesiony na dzień przed spotkaniem. Gospodarzom mimo wszystko nie udało się przygotować sprzyjającego dla nich toru. Często to warunki atmosferyczne tworzą warunki meczowe, jednak zawodnicy, którzy są profesjonalistami muszą odnajdywać się w każdych warunkach. - Dokładnie tak. Jak widać pogoda nam dopisała. Gospodarze mieli okazję do pojeżdżenia, my nie, ale wypadliśmy bardzo dobrze.
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
Gospodarze byli w piątek bardzo silnym zespołem. Bartosz Zmarzlik ciągnął tę drużynę. To widać, że jego forma w ostatnim czasie jest fenomenalna, więc gratulacje dla drużyny z Gorzowa – podsumował niedawne starcie Krzysztof Buczkowski, reprezentant przyjezdnych.
Popularny „Buczek” jest rewelacją trwających rozgrywek najlepszej ligi świata. Aktualnie plasuje się on na dziesiątej pozycji w klasyfikacji żużlowców oraz króluje w zestawieniu w ekipie MrGarden GKM-u Grudziądz. W mieście nad Wartą nie było już tak kolorowo. Co prawda 33-latek rywalizację zaczął od trójki, ale potem było już nieco gorzej. - Wolałbym, żeby to szło w drugą stronę, ale niestety się nie udało. Zacząłem bardzo dobrze. Staraliśmy się cały czas coś zmieniać. Po prostu to nie był mój dzień. Może trochę przestrzeliliśmy z tymi przełożeniami, ale to nie jest wytłumaczenie.
Przed zespołem z województwa kujawsko-pomorskiego bardzo trudne zadanie w spotkaniu rewanżowym. Czy zdaniem Krzysztofa Buczkowskiego realny jest punkt bonusowy? - Odrabialiśmy nie takie starty u siebie, więc myślę, że wszystko jest w grze – zakończył.
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
Gorzowianie ostatecznie wygrali bitwę z wrocławskim klubem, bo odnieśli zwycięstwo na własnym torze, o które w obecnej sytuacji byłoby bardzo trudno. Tydzień po aferze z plandeką, wrocławski zespół nagle zaczął jechać znacznie lepiej i od razu przerodził się w mocnego kandydata do walki o medale. Dzięki silnikom od Macieja Janowskiego znacznie lepiej radzą sobie choćby Max Fricke i Jakub Jamróg. Obecnie nie brakuje opinii, że gdyby spotkanie Stali ze Spartą odbyło się w miniony weekend, to wrocławianie nie mieliby żadnego problemu z pokonaniem wicemistrzów Polski na wyjeździe.
Podobnego zdania są nawet obserwatorzy związani z gorzowskim klubem. - Prezes Zmora wykazał się sporą zręcznością a przede wszystkim determinacją. Nie wszystkim podobało się przeniesienie meczu, ale pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Przyznam się, że sam już złożyłem prezesowi gratulacje i podziękowanie, bo dzięki niemu zespół jest teraz w znacznie lepszej sytuacji. Nikt nie wie jak potoczyłaby się rywalizacja, gdyby nie dążenie do rozegrania spotkania w jak najszybszym możliwym terminie - mówi honorowy prezes Stali, Władysław Komarnicki.
Wielu kibiców narzekało, że przez swój upór prezes Ireneusz Maciej Zmora nie tylko może sprowokować porażkę własnego zespołu na domowym torze, ale także utrudnić Bartoszowi Zmarzlikowi ściganie w Grand Prix w Warszawie. Ze względu na nowy termin meczu, wicemistrz świata nie mógł uczestniczyć w treningu przed mistrzostwami świata.
- Jak się okazało nie było mu to zupełnie potrzebne. Tacy zawodnicy nie muszą jeździć na treningi, bo zwykle następnego dnia tor podczas turniejów GP zachowuje się zupełnie inaczej. Najlepiej widać to na przykładzie Jasona Doyle'a i Mateja Zagara, którzy wygrali kwalifikacje, a w zawodach zupełnie się nie popisali - dodaje Komarnicki.
Źródło: Przegląd Sportowy
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
W odpowiedzi na komentarz:
Po co tam Paweł?
nie bylo innje kandyatury
nie molg byc nikt z pily
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
W odpowiedzi na komentarz:
no to teraz

smektala
huckanback
przedpelski
i mamy komplet
Po co tam Paweł?
  Lubię
  Nie lubię
rok temu
W odpowiedzi na komentarz:
Powodem tak ostrej reakcji są dwie porażka częstochowian na własnym torze, który do tej pory był ogromnym atutem klubu. Działacz jednocześnie sugeruje, że odpowiedzialność za słaby stan nawierzchni ponosi doświadczony szkoleniowiec. Trener nie chce się na razie oficjalnie wypowiadać, bo chcąc nie chcąc musi zgodzić się na pomysły swojego przełożonego.
Wnioski po ostatnich meczach zostały wyciągnięte, a pomysły Michała Świącika już są wdrażane. Pierwszym z nich będzie minizgrupowanie pod koniec następnego tygodnia, tak aby wszyscy zawodnicy forBet Włókniarza mieli okazję dwa dni potrenować na własnym torze przed meczem ze Stelmet Falubazem. Do tej pory ze względu na obowiązki zawodników w innych rozgrywkach, takie okazje przytrafiały się częstochowianom niezwykle rzadko. Fredrik Lindgren zawsze miał mnóstwo obowiązków, a Leon Madsen czy Matej Zagar zawsze wychodzili z założenia, że w trakcie sezonu każdą chwilę wolnego lepiej wykorzystać na regenerację niż na kręcenie treningowych kółek. Teraz jednak nawet oni muszą posłusznie stawić się na treningach w Częstochowie.
Wciąż nie wiadomo jak będzie wyglądał nadzór prezesa nad przygotowaniem toru, bo to dość trudna umiejętność, której do tej pory nie podejmowali się działacze. Nie wiadomo też jak na próby interwencji w nawierzchnie zareaguje Cieślak, który znany jest z tego, że nie pozwala pracodawcy na wtrącanie się do swojej roboty. Może się więc okazać, że przed dwumeczem z zielonogórzanami prezes klubu zamiast pomóc swojej drużynie, tylko jej zaszkodził. Można się spodziewać, że to nie koniec tarć na linii prezes - trener, a przed eskalacją konfliktu obie strony może uratować jedynie dobra postawa żużlowców.
Źródło: Przegląd Sportowy
Zaczynaja się nerwowe ruchy Chyba uswiadomili sobie , że PO odjezdza.
  Lubię
  Nie lubię
© 2002-2015 Zuzelend.com