Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
MK MED - rzeszowski gabinet cudów (Część III)
 21.11.2019 22:03
W sportowym środowisku, żużlowców uznaje się za tytanów, którzy nie czują bólu. Byle kontuzja nie zatrzyma ich w osiąganiu sportowych wyników. Adrenalina i wola zwycięstwa nakazuje im nieustannie iść do przodu, mimo tłumionego bólu. Jednak nie wszystkie urazy można przeczekać z zagryzionymi zębami. Wiele z nich wymaga fachowej pomocy. Taką oferuje jeden z rzeszowskich gabinetów, gdzie czeka na nich Michał Kliba.

Fizjoterapeuta nigdy nie przypuszczał, że będzie tak blisko tego, czemu kibicuje. Żużlem interesuje się od urodzenia. Dziś ma możliwość poznania tej dyscypliny od środka. Ma styczność z zawodnikiem gdy ten potrzebuje specjalistycznej, szybkiej i co najważniejsze skutecznej pomocy. Czasami to gra z czasem.

 

 

W części I (do przeczytania ---------> tutaj) przedstawiliśmy Państwu początki MK MED. Jak się zrodził pomysł, jakie trudności napotkał Michał, zanim powstał gabinet. Jednak nie od razu sportowcy szturmowali drzwi wejściowe MK MED - u.  Do tego potrzeba było czasu, impulsu a co najważniejsze pierwszego takiego pacjenta o czym informowaliśmy w Części II (do przeczytania ---------> tutaj). W Części III przeczytają Państwo jak kolejni zawodnicy przekonywali się do umiejętności fizjoterapeuty z Rzeszowa.

 

 

 

Część III

Zaufaj mi!

Podczas naszej rozmowy Michał wspomniał o jednej ważnej rzeczy: o wzajemnym zaufaniu. To jest wydaje się ten klucz, że jesteśmy świadkami takich szybkich powrotów żużlowców na tor: Dokładnie tak. Ja sobie wszystkich laurów nie mogę przypisać, że oni pojechali w meczu - przyznaje rację Michał. Trzeba też jasno podkreślić, że sama wiara gór nie przenosi. Potrzeba zintensyfikowanych ćwiczeń, które dla zwykłego człowieka mogłyby być zbyt uciążliwe: Powiem na przykładzie Grzegorza Zengoty. Nasz dzień wyglądał tak, że spotykaliśmy się o godzinie koło 9, a kończyliśmy o 17. Jeśli taką kurację zaaplikowałbym powiedzmy to „cywilowi”, myślę że już by mnie nie odwiedził. Za duża ilość bodźców.

 

Taka rehabilitacja to trudny czas nie tylko dla pacjenta ale i rehabilitanta. Michał wspomina, że po takiej kuracji z Grzegorzem pod koniec tygodnia mieli siebie już dość: Naprawdę to ciężka praca. Grzesiu może potwierdzić, że nasze piątki były jak po dobrej kłótni rodzinnej -  za dużo nie gadaliśmy. Ale od poniedziałku znowu był śmiech i ostra praca.

 

                                                                      
                                                                      Grzeorz Zengota to kolejny sportowiec, który zachwala MK MED

 

Skoro mowa o „kłótni rodzinnej” to łatwo wyciągnąć wniosek., że w tym gabinecie panuje rodzinna atmosfera. Jak w dobrej rodzinie wszyscy, wszystko o sobie wiedzą.

Oj jest tak jak mówisz – potwierdza nasze słowa Szymon Bajor - Zmienił teraz gabinet i może przyjmować po dwóch czy trzech pacjentów na tą samą godzinę. Zawsze jednak drzwi są pootwierane. Rozmawiamy, śmiejemy się jak nie z Michała to z siebie samych. Świetna atmosfera tam panuje. Jak nawet mam jakąś depresję to po zabiegu zawsze jestem uśmiechnięty.

 

Godziny, dni i tygodnie spędzane wspólnie to okazja do lepszego poznania. Czy podczas takich rozmów coś szczególnie Michała zaskoczyło? Powiem tak Mikkel (Michelsen – dop red.) nauczył mnie co to żużel, jak to jest gdy masz kask na głowie, tej taktyki biegowej. Od jego wizyty mam takie zdanie w głowie "this is speedway". To była jego odpowiedź na urazy. Nie mówienie, że ten czy tamten zawalił. Po prostu:„this is speedway”. Oni (żużlowcy – dop.red.)ogólnie mnie zaskakują bardzo pozytywnie. To normalni ludzie. Nie, jak niektórzy myślą, że świry na motorach bez hamulców.

 

Reklama z polecenia

Michał Kliba nie potrzebuje zbytnio reklamy. Jego usługi cieszą się dobrą opinią.

Wypadek miałem w połowie 2017 r. i pamiętam że w tym czasie w środowisku żużlowym już było głośno o Michale. Pamiętam jak trafiłem do gabinetu pierwszego dnia. Chciałem pogadać umówić się na wizytę a tu od razu na stół i akcje pt. ratowanie nogi. Miałem duże wątpliwości co do mojego stanu zdrowia i co za tym idzie cały czas marudziłem jak dziecko, ale Michał dobrym słowem każdego dnia mnie uspokajał – przywołuje wydarzenia z pamięci Mariusz Fierlej.

 

To wszystko idzie drogą pantoflową. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Powoli ludzie się do niego przekonywali. A Michał potrafi zrobić naprawdę dużo – zauważył Marcin Momot.

 

Michał naprawdę jest rewelacyjny. Czy to staw barkowy, łokciowy czy tak jak ostatnio naprawił mi staw skokowy. Bardzo sobie go chwalę i polecam innym kolegom z maty. Nie słyszałem dotąd aby ktokolwiek na niego narzekał. Mam kolegę który mnie przygotowywał do walki w Rosji. Przez przypadek na treningu przyczyniłem się do kontuzji jego kolana. Zerwał wiązadła. Chodził do różnych fizjoterapeutów ale bez większych rezultatów. Powtarzałem jemu, żeby poszedł do Michała. Jak poszedł to już jest stałym jego bywalcem. Ostatnio wspominał, że ma już 130 stopni zakresu ruchu w stawie kolanowym. A jak się wybrał to miał 20 stopni. Teraz już chodzi bez kuli – tak z kolei chwali umiejętności Michała, Szymon Bajor.

 

Anna Sabat skorzystała z usług MK MED na początku lipca br.: Moi klubowi koledzy z Resovii oraz trener mocno mnie zachęcali, żeby tam pójść. I to był strzał w „10”. Bardzo sprawnie wstałam z powrotem na nogi. Byłam wyczerpana a Pan Michał bardzo umiejętnie przeprowadził mi proces regeneracji i naprawiania niektórych rzeczy. Bez niego nie byłabym w stanie dobrze przetrenować lipcowego obozu i być w tak dobrej dyspozycji w sierpniuCały czerwiec dokuczał mi kręgosłup. I od tego pojawiały się inne bolączki, między innymi bolały mięśnie dwugłowe uda. Konieczne było systematyczne chodzenie na wizyty. Na szczęście Pan Michał bezbłędnie rozprawił się ze źródłem problemu. Nigdy nie miałam tak dobrze zorganizowanej regeneracji. Niesamowicie szybko byłam w stanie kontynuować kolejne treningi.

 

Wielokrotnie jest tak, że Michał nawet nie wie kiedy, a już wita do niego nowy pacjent. Tak było w przypadku Mikkela Michelsena: Siedziałem przed tv i oglądałem mecz – mówi Michał Kliba– Nagle widzę upadek Mikkela. Mówię do żony: patrz jaka gleba. Mógłby do mnie przyjechać. Żona odpowiedziała sarkastycznie: „tak, już leci z Gdańska”. I co? Po dwóch godzinach otrzymuję telefon, że jadą do Rzeszowa się rehabilitować.

 

                                             

Gabinet godny polecenia. Tu Antonio Lindbaeck, Tai Woffinden i Mikkel Michelsen dziękują Michałowi za opiekę w czasie rekonwalescencji.

 

 

W 2018 roku w pierwszym swoim starcie przeciwko Startowi Gniezno Mikkel miał upadek. Początkowo mieliśmy udać się do Torunia – wspomina Krzysztof Momot z team`u Mikkela Michelsena. – Podejrzewaliśmy, że będzie potrzebna operacja. Była jednak niedziela i był problem żeby się skontaktować z tamtejszym lekarzem, który specjalizuje się w urazach barkowych i obojczyków. Zostaliśmy zatem w Gdańsku i szukaliśmy innego rozwiązania. Nie ukrywam, że kontakt do Michała miałem od brata, któremu wówczas poskładał Petera w ciągu kilku dni. Słyszałem o nim, że specjalizuje się w takich trudnych sytuacjach po upadkach. Wziąłem więc numer, zadzwoniłem, umówiliśmy się na wizytę i pojechaliśmy do Rzeszowa. Wcześniej Mikkel przeszedł badania u doktora Łukasza Białka a następnie Michał zaczął działać.

 

Podobnie było 3 lata wcześniej z Peterem Kildemandem. Duńczyk trafił do mnie po wcześniejszym telefonie od Krzysztofa Nenesa. Po zabiegach Peter pojechał w meczu i zdobył 8 punktów – wspomina właściciel MK MED.

 

Była kontuzja, to było po GP w Horsens w 2015 roku. Parę razy leżał. Na drugi dzień jechaliśmy na bardzo ważny mecz o utrzymanie z Grudziądzem. Peter miał mocno pozdzierane ręce, łokieć. Jeszcze ból barku mu doskwierał. Pojechał jednak trzy biegi. Jak już był wygrany mecz to sobie odpuściliśmy. Wówczas się już znałem z Michałem. Mieliśmy jechać na Szwecje. Od słowa do słowa jednak stwierdziliśmy, że zostajemy w Rzeszowie. Michał sam się zaoferował z własnej inicjatywy, że pomoże Peterowi jak zostanie. On naprawdę postawił zawodnika w 2 – 3 dni. To jest mega gość dla mnie! – przypomniał sytuację Krzysztof Nenes. Pamiętam zdziwienie Petera. Michał miał wtedy taki malutki zakład, z tyłu w pawilonie. Pokój może 2,5 x 5m mieszczący łóżeczko i prywatne sprzęty. Generalnie to były początki. Widziałem strach i niedowierzanie u mojego zawodnika jak tam szedł. A po zakończonej kuracji miał zupełnie inną reakcję. Po tych 3 dniach mógł normalnie poruszać ręką. Że tak się wyrażę znów miał „powera” w ręce. Za tydzień mógł już spokojnie jechać. Kolosalna zmiana co do tego jak było przed i po zabiegu. Generalnie jest tak, że ludzie są z początku nieufni. A tym bardziej obcokrajowcy. Każdy przecież uważa, że najlepiej jest tam w domu na ojczyźnie. A Duńczycy tym bardziej.

 

 

W kolejnej, Części IV będziecie mogli przeczytać parę zdań o jednej z terapii, której nie lubią sportowcy, mimo że jest praktycznie bezbolesna. Dowiecie się także kto tak naprawdę decyduje, kiedy zawodnik może wrócić do treningów oraz odpowiemy na pytanie czy fizjoterapia jest dla każdego? Zapraszamy w najbliższy poniedziałek!

Podobał Ci się ten artykuł?
Daj plusa autorowi, by zwiększyć jego szanse na nagrodę!
Aktualna ocena: 1
Michał Lewandowski (za: inf. własna)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (0)
Nie ma komentarzy związanych z tym artykułem. Twoja opinia może być pierwsza.
© 2002-2015 Zuzelend.com