Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
MK MED - rzeszowski gabinet cudów (Część II)
 18.11.2019 14:59
W sportowym środowisku, żużlowców uznaje się za tytanów, którzy nie czują bólu. Byle kontuzja nie zatrzyma ich w osiąganiu sportowych wyników. Adrenalina i wola zwycięstwa nakazuje im nieustannie iść do przodu, mimo tłumionego bólu. Jednak nie wszystkie urazy można przeczekać z zagryzionymi zębami. Wiele z nich wymaga fachowej pomocy. Taką oferuje jeden z rzeszowskich gabinetów, gdzie czeka na nich Michał Kliba.

Fizjoterapeuta nigdy nie przypuszczał, że będzie tak blisko tego, czemu kibicuje. Żużlem interesuje się od urodzenia. Dziś ma możliwość poznania tej dyscypliny od środka. Ma styczność z zawodnikiem gdy ten potrzebuje specjalistycznej, szybkiej i co najważniejsze skutecznej pomocy. Czasami to gra z czasem.

 

W części I (do przeczytania ---------> tutaj) przedstawiliśmy Państwu początki MK MED. Jak się zrodził pomysł, jakie trudności napotkał Michał, zanim powstał gabinet. Jednak nie od razu sportowcy szturmowali drzwi wejściowe MK MED - u.  Do tego potrzeba było czasu, impulsu a co najważniejsze pierwszego takiego pacjenta. I o tym właśnie będzie Część II. Zapraszamy!

 

 

Część II

 

Początki współpracy ze sportowcami

Interes się powoli, aczkolwiek sukcesywnie rozwijał. Gabinet odwiedzali kolejni pacjenci. Pewnego dnia jednak Michał otrzymał ciekawą dla niego samego propozycję. Jak się później okazało był to dopiero początek. Gabinet odwiedził będący dziś już po zawodowej karierze Łukasz Sówka. Czego oczekiwał zawodnik? Łukasz ogólnie chciał żebym zaopiekował się nim podczas sezonu. A jak trafił pod opiekę Michała? Namiar jemu dała moja znajoma z czasów studenckich. Sam Łukasz Sówka tak wspomina początek współpracy: Mieliśmy wspólnych znajomych i kiedyś napisałem do Michała czy zaopiekuje się mną w zamian za reklamę! Myślałem, że mnie wyśmieje a On zaopiekował się Mną najlepiej jak potrafi. Nawet przez sekundę nie pomyślałem, że to zły krok.

 

Później gabinet odwiedzili chociażby Karol Baran, Mariusz Fierlej, Peter Kildemand, Antonio Lindbaeck, Mikkel Michelsen czy Patryk Wojdyło. Z Patrykiem znamy się od początku jego kariery, czyli bodajże od 2015 roku – mówi Michał Kliba– I od tamtego czasu traktuje go prawie jak rodzinę, jest tak często. To był chyba rok 2017, gdy zadzwonił do mnie po upadku na treningu. Mówił, że coś z nogą jest nie tak. Udało nam się ogarnąć szybko wizytę u doktora Łukasza Białka. Ten sam lekarz pomagał mi z urazem Mikkel Michelsena. To jeden z najlepszych ortopedów w Rzeszowie. U Patryka zdiagnozował rozerwanie więzadła. Przez pół sezonu tejpowaliśmy nogę, żeby ona nadawała się do jazdy. Łącznie to chyba tego tejpa poszło z 50 metrów.

 

Pierwszy raz do Michała trafiłem, z tego co pamiętam z bólem barku za namową Rafała Barana – mówi Patryk Wojdyło –i był to mój pierwszy fizjoterapeuta. Cały czas jesteśmy w kontakcie i jak mam jakiś problem ze zdrowiem to Michał jest bardzo pomocny. Patryk nam przyznał, że pomoc Kliby, właściciela MK MED w 2017 uchroniła jego przed przymusowym rozbratem z motocyklem, choć jazda nie była w 100% komfortowa. Nie sprawia to takiej przyjemności jak powinno, ale lepiej jeździć z tejpami niż siedzieć i patrzeć - mówi Patryk.

 

Sportowców, których Michał postawił na nogi jest o wiele więcej. I nie są to tylko przedstawiciele środowiska żużlowego. Z jego profesjonalnych usług korzystali i nadal korzystają także Szymon Bajor – zapaśnik MMA czy Mistrzyni Polski na 800 m, lekkoatletka Anna Sabat. Najlepszą reklamą gabinetu Michała są efekty jego pracy: Co dla mnie jest najważniejsze, z każdym zawodnikiem mechanikiem czy trenerem, który zawitał do MK MED mam dalej kontakt. Czasem sms`a napiszą, czasem zadzwonią ale to cieszy, że wiem że to co zrobiłem sobie cenią.

 

                              

Nie tylko żużlowcy odwiedzają MK MED. U fizjoterapeuty z Rzeszowa była m.in. Anna Sabat, Mistrzyni Polski w biegu na 800 m. 

 

O swoich początkach znajomości z fizjoterapeutą opowiedziało nam kilka osób:

Co na początku pomyślałem? – powtórzył pytanie, po czym odpowiedział Marcin Momot obecny manager Antonio Lindbaeck`a a wcześniej należący do team`u Petera Kildemanda.Co za dziwny gość. Ja go pierwszy raz poznałem na stadionie w Rzeszowie. Był kibicem i powiedział, że ma taki gabinet. Chyba nawet była taka sytuacja, że któryś z jego podopiecznych wywiesił reklamę na swoim motocyklu. Od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać. A to był czas, że Peter często notował jakiś upadek. W sumie przez Petera się z nim poznaliśmy. Skorzystał z jego usług. Potem ja miałem też uraz, z którym poszedłem do niego. I tak zaczęliśmy się z nim widywać. Jeździliśmy na zabiegi i potem poszło to lawinowo. A jak postawił mi Petera tak, że ten odjechał mecz z pękniętym śródręczem to pomyślałem sobie: WOW, ten gość jest cudotwórcą!

 

Michała poznałem na początku mojej kariery. Ta zawodowa rozpoczęła się w 2010 roku. Chyba 2 – 3 lata później poznałem Michała. Jego gabinet polecił mój kolega. – tak z kolei wspomina początek znajomości Szymon Bajor. Wtedy byłem młodszy, to takich bólów mięśniowych też było mniej ale pojawiały się. Kolega pytał się czy korzystam z masaży czy usług fizjoterapeuty. Mówiłem, że nie. To mi polecił właśnie Michała. Poszedłem do niego raz, drugi, trzeci. Po każdej z tych wizyt czułem się świetnie. Teraz zatem jak mam z czymś problem, czy to ból czy mięśnie naderwane to dzwonię do Michała.

 

Pierwsze wrażenie

Sukces nie przychodzi jednak, ot tak. Najważniejsze są pierwsze chwile, momenty kiedy trzeba, jak to się mówi kolokwialnie „złapać” kontakt z pacjentem. Ogólnie jest tak, że żaden zawodnik CI nie ufa. – zdradził Michał Kliba- To Ty przez pierwszy kontakt musisz spowodować, że zaufają. Mariusz (Fierlej – dop. red.) jak sam mówił miał piętę taką, że drapał się nią po plecach. Ja po kontuzji powiedziałem Mariuszowi, że obiecuje, że pojedzie jeszcze na motorze. Słowa dotrzymałem. Chodź z nim to było ciężko. On chciał za bardzo i trzeba było go stopować. Znienawidzone słowo Mariusza z moich ust: "spokojnie". Na te słowa robił się biały. Chodź później sam mówił, że dobrze że tak go stopowałem.

 

Samego zainteresowanego zapytaliśmy jak to było z tym „spokojnie”? Spokojnie – powtórzył słowo, które teraz wywołuje uśmiech na twarzy Mariusza, i kontynuował dalej –  Pamiętam to jak dziś. Chyba każdy z moich kolegów z toru, który trafia do Michała z jakiś tam powodów, głównie kontuzji,  jak słyszy słowo „spokojnie” to dostaje białej gorączki. Wiesz jak to jest: połamane kości, wsadzone śruby, wszystko jeszcze świeże, opuchnięte a my chcemy już na tor.

 

Michał Kliba zwrócił uwagę na bardzo ważną rzecz. Dzięki niej w ogóle rehabilitacja może ruszyć z miejsca. W tej całej rehabilitacji zawodników jest tak, że możesz robić cuda, ale jeśli zawodnik nie uwierzy w Twoje słowa i nie będzie ufał, to na pewno się nie uda. Tak było z Nicklasem Porsingiem. Trafił do mnie przez znajomego. Na wstępie powiedział, że lekarze oceniają, że nie pojedzie wcześniej jak po 3 miesiącach, a we fizjoterapie nie wierzy bo już kiedyś korzystał i nie pomagało. Zapytałem czy uwierzy, że za 2,5 tygodnia wsiądzie na motor? Zgodził się. Od tamtej pory jest stałym bywalcem gabinetu.

 

Sam Nicklas Porsing w jednym z wywiadów po rehabilitacji przyznał, że od tej pory nabrał wiary we  fizjoterapię. Potwierdził, że Michał skrócił czas oczekiwania na powrót na tor: Miałem przygodę w Szwecji. Lekarze mówili, że czeka mnie długa przerwa. Michał mnie naprawił i zajęło mu to 1,5 tygodnia. – wspomina 26 – letni dziś Duńczyk.

 

Wzbudził moje zaufanie może dlatego, że nie korzystałem wcześniej z usług innych fizjoterapeutów. To nie znaczy, że był jedynym. W międzyczasie chodziłem też do innych, ale żaden nie wzbudził takiego pozytywnego odbioru jak Michał. Jego metody są najlepsze i skuteczne. Uważam, że Michał to był strzał w przysłowiową „10”. Poznałem go na  odpowiednim etapie mojej kariery. Mam do niego pełne zaufanie. Napisałem kiedyś na jego stronie, że Michał to taki cudotwórca. Do gabinetu idę kulejąc a wychodzę sprawny fizycznie. To nie będzie chyba nadużycie jak określę go mianem Znachora – z kolei powiedział nam Szymon Bajor.

 

Michał ratuj!

Jak zatem widać sportowcy odwiedzają gabinet z jednym, konkretnym celem: Michał ma dokonać cudu: Powiem w ten sposób. Oni nigdy nie przychodzą, ot tak. Zawsze jest to dość mocna kontuzja. A najczęściej z chęcią cudu. A te jak zauważył nasz rozmówca się zdarzają:  No nawet często…. Prawie jak mijanki na torze we Wrocławiu – ciekawie to zobrazował Kliba. Mikkel postawiony na nogi w 10 dni, Antonio w 3 dni.- wylicza Michał.  Szwed pojechał we włoskim GP po kontuzji. I to z bardzo dobrym wynikiem. Ja byłem w szoku. Osoby z najbliższego otoczenia kontuzjowanych zawodników jak i sami zainteresowani potwierdzają, że sami się nie spodziewali tak szybkich i efektownych wyników rehabilitacji.

 

U Antona było tak, że lekarze mówili o operacji i przymusowej przerwie 6 – tygodniowej. Zabiegi w gabinecie MK MED były na tyle udane, że wsiadł na motor po 3 tygodniach. A w 4 tygodniu pojechał w Grand Prix – przypomina menager Szweda.

 

 

                              

                              Dla Szymona Bajora, Michał Kliba to Znachor współczesnych czasów.

 

Jemu ciężko się ze mną współpracuje. Wie, że jeżeli ja dzwonię to znaczy że już jest źle. Dużo czasu spędzam na macie i nie mam czasu regularnie chodzić do gabinetu. Jak mnie potem widzi to pytanie brzmi: Oho, co się stało? – mówi Szymon Bajor.

 

Mikkel Michelsen korzystał z usług fizjoterapeutów w Danii. Wiedział na czym to polegało. – mówi nam Krzysztof Momot –  A na wizytę u Michała był pozytywnie nastawiony bo czekał go w najbliższym czasie występ w SEC w Gnieźnie. Na początku nie mógł w ogóle podnieść ręki do góry. Oczywiście Michał nie dawał gwarancji, że uda się wszystko w 100%. Po pierwszych dniach widoczne już były rezultaty. Natomiast postęp był tak szybki, że było to niesamowite. W 10 dni po ciężkim upadku, po którym był problem z barkiem wystartował w Gnieźnie.

 

MIkkel był bardzo zadowolony. Nawet w szoku. – kontynuuje Krzysztof Momot– Rezultat osiągnął. Co prawda jeszcze odczuwał ból ale mógł wystartować w zawodach. Zresztą nie zakończyło to się na jednej wizycie. W tym roku też u niego bywał jak jeździliśmy na mecze do Lublina. Także to samo świadczy o tym jakie Mikkel ma zaufanie do Michała po rehabilitacji barku.

 

Z moją nogą i uszkodzonymi nerwami nie było za dobrze – przypomina trudne chwile Mariusz Fierlej– a dobiła mnie wypowiedź doktora przed operacją w szpitalu w Piekarach Śląskich! Przed samym zabiegiem już na sali operacyjnej doktor powiedział mi, że on mi nie gwarantuje że tą nogę uratuje! Pół roku czekałem aż nerw się zregeneruje. Na szczęście dzisiaj po dwóch latach od wypadku zostały tylko śruby i blizny po operacji  Co do Michała i Jego gabinetu. Hmm, chyba sam przyzna, że byłem ciężkim przypadkiem i to pod względem kontuzji i pod względem marudzenia. Na szczęście Jego wiedza i sprzęt jakim dysponuje szybko postawiły mnie na nogi.

 

 

W piątek Część III a w niej Michał zdradzi, co jest najważniejsze we fizjoterapii. Ponadto dowiemy się z jakiej formy reklamy korzysta nasz bohater. A także jak to było z kontuzją u Petera Kildemanda, Antonio Lindbaecka czy Mikkela Michelsena. Zapraszamy!

Podobał Ci się ten artykuł?
Daj plusa autorowi, by zwiększyć jego szanse na nagrodę!
Aktualna ocena: 4
Michał Lewandowski (za: inf. własna)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (1)
3 tygodnie temu
Lepszego Fizjo żużlowego nie ma
  Lubię
  Nie lubię
© 2002-2015 Zuzelend.com