
Było wszystko – mocne otwarcie, kontrola gospodarzy i nerwowy pościg gości. A potem przyszedł deszcz i powiedział „dość”. Spotkanie Proenergy Polonii Piła z ROW-em Rybnik zakończyło się po 11 biegu przy stanie 35:31, pozostawiając kibiców z poczuciem niedosytu i jednym zasadniczym pytaniem: co by było dalej?
Polonia zaczęła jak z nut. Już w pierwszym biegu para Adrian Cyfer – Benjamin Basso uderzyła mocnym 5:1, wyraźnie sygnalizując, że gospodarze nie zamierzają oddać tego meczu bez walki. Ten duet zresztą przez większą część zawodów nadawał ton rywalizacji – Cyfer był szybki i pewny, a Basso dorzucał punkty z dużą regularnością.

Proenergy Polonia Piła wróciła na zaplecze PGE Ekstraligi po 8 latach przerwy !
Gdy w piątym biegu Matias Nielsen i ponownie Cyfer dołożyli kolejne 5:1, zrobiło się 19:11 i Polonia zaczęła budować solidną przewagę. Nielsen imponował momentami prędkością, choć nie ustrzegł się błędów, a ważne punkty dokładali też Wiliam Drejer i Wiktor Jasiński. To było ściganie pod kontrolą – może nie dominacja totalna, ale wyraźnie poukładana jazda gospodarzy.
ROW? Długo szukał odpowiedzi, ale jej nie znajdował. Dopiero w drugiej fazie meczu goście zaczęli łapać rytm. Kapitalnie prezentował się Jan Kvech, skuteczny i waleczny, a Wiktor Lampart potrafił wygrywać biegi w świetnym stylu. Problem w tym, że brakowało stabilności – obok mocnych występów pojawiały się zera i defekty, jak u Jamroga czy Tkocza w kluczowych momentach.
I kiedy wydawało się, że mecz spokojnie zmierza w stronę wygranej Polonii, przyszedł 11 bieg. 1:5 dla Rybnika – mocne uderzenie Lamparta i Jamroga, które zmniejszyło straty do zaledwie czterech punktów (35:31). Nagle zrobiło się gorąco. Goście złapali wiatr w żagle, gospodarze mogli poczuć lekki niepokój. Zapowiadała się końcówka na ostrzu noża.
Ale tej końcówki nie było.
Gonitwa 12 upadek po starcie Adriana Cyfera i Pawła Wyczyszczoka, powtórka w czterech, ale.....jej już nie było....
Deszcz, który wcześniej tylko straszył, tym razem nie odpuścił. Tor przestał nadawać się do ścigania i sędzia nie miał wyjścia – zawody zakończono. Wynik został zaliczony, Polonia wygrała, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie jest historia domknięta.
Bo to był mecz, który dopiero się rozkręcał !