
Wszyscy pamiętają, że Woffinden powraca po straszliwej kontuzji, przez która stracił cały zeszły sezon, lecz sam zawodnik nie chce tłumaczyć się nią, twierdząc, iż czuje się wybornie i ma w sobie duży głód do ścigania.
Swój słaby występ zwala jednak na z zgoła odmienne przygotowanie nawierzchni od tego do, którego od niemal miesiąca przygotowuje na treningach swój sprzęt. Brytyjczyk po meczu z ekipą Bydgoszczy na tyle był sfrustrowany stanem toru, że postanowił już nie przyjeżdżać do Ostrowa na treningi. Mecze domowe od tego momentu postanawia traktować jak spotkania wyjazdowe.
- Przegraliśmy z lepszą drużyną dość mocno. To było żenujące jeśli chodzi o naszą drużynę. Wszyscy byliśmy bardzo słabi. Nie jestem jednak osobą , która narzeka na takie rzeczy i potrafi wiele przyjąć na klatę ale za każdym razem kiedy tu przyjeżdżamy tor jest bardzo przyczepny, a dzisiaj mamy cos takiego. W najważniejszym meczu roku tor jest najbardziej śliski jaki kiedykolwiek był przez co czasy były najwolniejsze. Ja trenowałem w środę na własną rękę to tor był na prawdę przyczepny. Trenowaliśmy w piątek tor był bardzo przyczepny. Więc spędzamy miesiąc na przygotowania motocykli , silników, upewniając się , że wszystko jest dobrze przygotowane pod taką właśnie nawierzchnię, a potem przyjeżdżamy na coś takiego. W meczu próbuje przez dwa biegi na jednym motocyklu, potem zmieniam na inny. Może na tym drugi było nieznacznie lepiej ale to i tak nie ma znaczenia bo dostaliśmy lanie od lepszej drużyny. Tak czy inaczej, już nie będę tutaj trenował bo to nie ma sensu. Będę to traktował jak mecz wyjazdowy. Czyli przyjadę tutaj w dniu zawodów i jaki będzie tor, taki będzie - mówi zły i rozżalony Tai Woffinden