Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
Oświadczenie Emmy Richardson w sprawie ostatnich wydarzeń
 01.11.2012 11:08
W ostatnich dniach jesteśmy świadkami medialnej przepychanki pomiędzy wdową po Lee Richardsonie - Emmą oraz działaczami Włókniarza Częstochowa a w szczególności PGE Marmy Rzeszów. Marta Półtorak niedawno stwierdziła, że ostatni raz pomogła Emmie. Wdowa po tragicznie zmarłym żużlowcu postanowiła przedstawić kibicom swój punkt widzenia.

 

Treść oświadczenia Emmy Richardson:

Byłam bardzo zawiedziona, że nie usłyszałam bezpośrednio z ust Marty o tym, że Lee zmarł na torze, jeżdżąc dla klubu z Rzeszowa. Po raz pierwszy rozmawiałam z Martą 28 maja, po tym jak napisałam do niej e-maila, w którym zapytałam, dlaczego nie otrzymałam od niej żadnej wiadomości. W e-mailu jaki od niej otrzymałam, przeczytałam, że zaprasza mnie razem z chłopcami na tydzień do Rzeszowa. Zapewniono mnie, że opłaty za hotel oraz bilety lotnicze zostaną pokryte. Trzy zaległe faktury zostały zatem wysłane do Marty.

Kiedy przeglądałam pisma Lee i e-maile, spotkałam się z trzema smutnymi listami jakie Lee wysłał do Marty. Lee przechodził wówczas przez bardzo trudny okres. Z powodu problemów z silnikami, nie zdobywał punktów. Lee przepraszał w nich za swoje słabe występy. Prosił nawet o czas bez jazdy, który poświęciłyby na dojście do ładu ze swoim sprzętem.

Do Marty wysłałam kilka e-maili dotyczących płatności, ale nie było od niej żadnej odpowiedzi. 22 lipca poleciałam do Polski by spotkać się z nią i omówić sprawy kont firmy, które mają zostać zamknięte. Wszystkie formalności musiały być sfinalizowane. Podczas spotkania żużlowego, które odbyło się w ten sam dzień (22 lipca), nie czułam się mile widziana i zostałam pozostawiona sama sobie. Udaliśmy się więc się na trybuny, gdzie zostałam ciepło przywitana przez kibiców. Gdy byliśmy na miejscu, mogliśmy usłyszeć głośne: "Lee Lee Richardson!" Kibice przychodzili do mnie i dziękowali za przyjazd. Otrzymałam od fanów bukiet kwiatów, a chłopcy dostali koszulki. Powiedziano mi, że koszulki z podobizną Lee były sprzedawane i że za jakiś czas otrzymam czek z kwotą jaką udało się zebrać. Zapłata i faktury zostały przysłane tydzień później.

Po raz kolejny, bez żadnej informacji od władz klubu, jeden z kibiców powiedział mi, że zorganizowany będzie memoriał Lee w Rzeszowie. Sekretarka Marty skontaktowała się ze mną 16 sierpnia i poinformowała mnie, że spotkanie żużlowe odbędzie się 1 września. Jednocześnie zostałam na nie zaproszona razem z osobą towarzyszącą. Mieliśmy przylecieć 31 sierpnia, a podróż powrotna miałaby miejsce 2 września. Loty i hotel będą zorganizowane przez włodarzy i zostanie to opłacone. Nie chciałam przylecieć tylko z jedną osobą, chciałam być w Rzeszowie z rodziną. Chłopcy byli bardzo zawiedzeni, że nie zostali zaproszeni. Bardzo chcieli przyjechać do Rzeszowa po raz ostatni, by spotkać się z fanami i za wszystko im podziękować.

Bezpośrednio przed memoriałem podziękowałam wszystkim zawodnikom i kibicom. Były to dla mnie ciężkie chwile, z mnóstwem emocji, ale wiedziałam, że jestem im dłużna za to wszystko co zrobili i za to, że tak bardzo wspierali Lee. Podczas zawodów nie czuliśmy się jednak mile widziani i staliśmy w rogu, aż do momentu, w którym pan Maciek znalazł dla nas stolik i dwa krzesła. Podczas przerwy wraz z Craigiem (bratem Lee) i chłopcami poszłam na trybuny gdzie osobiście chciałam podziękować kibicom. Po zawodach zabrano nas z powrotem do hotelu na obiad.

Marta uważa, że nadużyliśmy jej gościnności, ale mogę wszystkich zapewnić, że zapłaciliśmy za koszty podróży powrotnej (która odbyła się 2 września) jeszcze przed odlotem. 3 września otrzymałam od sekretarki Marty e-maila, w którym poinformowała mnie, że Marta zamierza napisać e-mail bezpośrednio do mnie i podziękować za przyjazd. Powiedziano mi także, że pieniądze z zawodów zostały podliczone i niedługo zostaną mi wysłane. 21 września otrzymałam e-maila z wiadomością, że pieniądze nadal są liczone i że zostaną wysłane pod koniec miesiąca. Po tym, jak nie dostawałam od nich żadnych informacji, 4 października wysłałam e-maila z zapytaniem czy mają jakieś problemy i czy mają dla mnie jakiekolwiek wiadomości w związku z pieniędzmi. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, więc dzień później wysłałam kolejny e-mail, bo pomyślałam, że tamten mógł nie dojść. Do 10 października nadal nie było z nimi żadnego kontaktu, więc napisałam po raz kolejny.

24 października w końcu otrzymałam e-mail, w którym napisano, że Marta zamierza wysłać mi kwotę 42 955 zł oraz pokryje koszty lotów. Nie otrzymałam jednak żadnego e-maila, w którym pytanoby o numery konta, bo pewnie Marta dysponowała numerami z faktur, które otrzymała w lipcu. Całą korespondencję z Martą zachowałam razem z potwierdzeniami, by udowodnić swoją obronę. Powiedziano mi, że Marta ma spotkać się z prawnikiem i księgowym, by dowiedzieć się jak można w najlepszy sposób wysłać mi zgromadzone pieniądze. W poniedziałek 25 października otrzymałam przelew bankowy w wysokości 34 794 zł.

Przyjazd do Rzeszowa na memoriał mojego męża nie miał nic wspólnego z pieniędzmi. Żadna kwota nie jest w stanie zastąpić wspaniałego człowieka jakim był Lee. Mój mąż, ojciec moich dzieci, był wspaniałym człowiekiem pod każdym względem. Zarówno na torze, jak i poza nim Lee był prawdziwym profesjonalistą i jestem głęboko zawiedziona, że jego nazwisko jest teraz mieszane z błotem.

Otrzymałam od przyjaciela kilka linków i dowiedziałam się, że na memoriale było około 6500 widzów, z których każdy zapłacił 25 zł za bilet. Przychód wyniósłby zatem 162 500 zł. Ja otrzymałam 34 794 zł. Tu nie chodzi jednak o pieniądze. Jestem jedynie zaniepokojona o kibiców, którzy pokazali wspaniałe wsparcie i ogromną hojność, za którą po prostu mogli zostać oszukani. Osobiście czuję, że nie powinnam ganiać się za pieniędzmi i stawkami od Marty. Muszę wspierać swoje dzieci i martwić się ich losem. Jest mi bardzo przykro i jestem smutna, że muszę to wszystko pisać, by się wytłumaczyć. Przechodzę obecnie przez bardzo trudny czas, w pojedynkę wychowuję trójkę synów i muszę zmierzyć się z tym, że mój mąż już nigdy nie wróci do domu. Codziennie muszę tłumaczyć mojemu 3-letniemu synkowi gdzie jest teraz tatuś, muszę finalizować sprawy spadkowe z radcami prawnymi oraz mam do czynienia z księgowym, razem z którym muszę zakończyć działalność firmy męża. Na dodatek prowadzę dom z dwójką dzieci, które co noc płaczą przed snem.

Emma Richardson

Redakcja (za: SportoweFakty.pl)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (0)
Nie ma komentarzy związanych z tym artykułem. Twoja opinia może być pierwsza.
© 2002-2024 Zuzelend.com