Zostań naszym Fanem!
ZALOGUJ SIĘ: 
Polecamy
Tobiasz Musielak: Lubię startować w zespole, który ma przed sobą konkretny cel
 12.12.2019 18:23
Bardzo udany sezon ma za sobą Tobiasz Musielak. Zawodnik mieszkający na co dzień w Lesznie mógł przebierać w ofertach w trakcie przerwy zimowej. Ostatecznie postanowił zmienić barwy Orła Łódź na eWinner Apatora Toruń. W nowym klubie wraz z innymi zawodnikami ma jasno postawiony cel. Powrócić od PGE Ekstraligi.

Prezes nowego sponsora tytularnego drużyny proponuje zakład: Apator wygra wszystkie mecze w I lidze. Co ty na to?

Nie mogę się zakładać, a inna sprawa, że jak prywatnie to robię, to zawsze przegrywam (śmiech). Jesteśmy wszyscy w tej drużynie po to, aby wygrywać, ale najważniejszym celem jest awans. Motywacji nam nie brakuje.

 

Lubisz startować z presją faworyta?

Zabawne, ale nigdy dotąd nie startowałem w takiej drużynie. Na pewno w I lidze każdy zespół będzie mocno się na nas mobilizował i będzie chciał ograć faworyta. To nie jest dla mnie problem. Jesteśmy wszyscy doświadczonymi zawodnikami i potrafimy sobie radzić z presją.

 

Ty byłeś liderem drużyny z Łodzi, Wiktor Kułakow z Tarnowa, Adrian Miedziński i Chris Holder mają takie aspiracje w Apatorze. Trzeba będzie jakoś te wasze ambicje pogodzić.

Oczywiście, nie każdy będzie mógł być liderem w każdym meczu. W tym wypadku z pomocą przyjdzie nam nowa tabela wyścigów, w której numery startowe już nie będą miał tak dużego znaczenia i praktycznie z każdej pozycji zawodnik będzie mógł pokazać swoją wartość. Do tej pory wszyscy nie lubimy startować z nieszczęsną dwójką, która miała najmniej korzystne pola startowe. Teraz wydaje mi się, że będzie nawet uprzywilejowana.

 

Z czym ci się kojarzy Toruń?

Sportowo? Dla Unii Leszno, gdzie się żużlowo wychowywałem, zawsze był groźnym rywalem. Może nie takim odwiecznym, bo takim jest Falubaz Zielona Góra, ale mecze z Apatorem zawsze w Lesznie cieszyły się zainteresowaniem i miały dużą rangę. Co ważne, oba kluby i zawodnicy darzyli się zawsze dużym szacunkiem. Jeszcze nie miałem przyjemności poznać miasta. Mam nadzieję, że Adrian Miedziński mnie oprowadzi po fajnych miejscach w Toruniu, a wiem, że jest sporo do zwiedzania.

 

Dlaczego wybrałeś Apator?

Dostałem telefon i przyciągnięto mnie za uszy (śmiech). A tak poważnie, lubię startować w zespole, który ma przed sobą konkretny cel. W Toruniu jasno jest powiedziane, że jedziemy po awans do ekstraligi i to mi odpowiada. Apator w tej chwili jest klubem I-ligowym, ale organizacja i całe zaplecze to poziom ekstraligi. Zawodnikom niczego tu nie brakuje, wszystko jest profesjonalnie zapięte na ostatni guzik. Reszta zostaje już w rękach i motocyklach żużlowców. Damy z siebie wszystko i wierzę, że na koniec sezonu będziemy świętować awans.

 

Po sezonie były plotki, że rozważasz już teraz przenosiny do ekstraligi.

Były takie pomysły. Nigdy nie brakowało mi ambicji i wiedziałem, że starty w I lidze są tylko epizodem, moim celem jest rywalizacja z najlepszymi. Oferta z Torunia szybko mnie jednak przekonała do zmiany planów. Wiem, że w tym klubie także mogę się zrealizować. Wciąż jeszcze popełniam dużo błędów i sporo rzeczy muszę wyeliminować, aby być gotowy na ekstraligę. Kolejny sezon w I lidze pozwoli mi okrzepnąć i zebrać dodatkowe cenne doświadczenia. Cieszę się, że trafiłem właśnie do Torunia.

 

Twoja ostatnia próba w ekstralidze to sezon 2018 i Częstochowa, gdzie startowałeś zresztą z Adrianem Miedzińskim. Dlaczego się nie udało?

Trudno tak jednoznacznie ocenić, gdybym wiedział, to zareagowałbym szybciej. W każdym razie właśnie po tym sezonie postanowiłem wszystko przewrócić do góry nogami i zacząć od nowa. Nowe treningi zimowe, zmiana mechaników, tunerów. Wydaje mi się, że to zdało egzamin. Czuję się lepiej na torze, mocniej psychicznie, czuję, że lepiej potrafię wykorzystać możliwości motocykla. Z tym miałem największe problemy w poprzednich latach, często nie mogłem dopasować sprzętu do siebie, warunków na torze.

 

To akurat łączy się z Apatorem, który też chce zacząć wszystko od początku.

Tak, historia klubu i mojej kariery w tym momencie się łączy. Mam nadzieję zakotwiczyć w Toruniu na dłużej. Wiele klubów już zmieniałem i raczej nie ma się czym chwalić. Potrzebna mi stabilizacja.

 

Zastanawiałeś się, gdzie byłbyś teraz, gdyby nie kolejne kontuzje?

Takie jest życie, taki jest żużel. Ryzyko trzeba po prostu zaakceptować. W ostatnim sezonie także odniosłem kontuzję, ale zareagowałem bardzo szybko i z pozytywnym nastawieniem. Pierwsze rokowania mówiły o 4-5 miesiącach przerwy, a ja po trzech tygodniach siedziałem na motocyklu. To dało mi ogromnego, pozytywnego kopa.

 

Masz za sobą sezon w I lidze, w przeciwieństwie do kilku kolegów z nowej drużyny. Co im możesz powiedzieć na ten temat?

Trudno porównać obie ligi. Zwróciłem w tym sezonie uwagę, że wielu zawodników w I lidze ma ogromne ambicje, ale umiejętności czasami brakuje, żeby je zrealizować. W ekstralidze nie ma praktycznie łatwiejszych wyścigów, w każdym trafiasz na kogoś ze światowego topu.

 

Przygotowania do sezonu już rozpoczęte?

Tak, pracuję od listopada. Chciałbym, aby moja forma fizyczna zawsze była na dobrym poziomie. W tym roku zdecydowałem się na nowe rozwiązania, które zresztą podpatrzyłem u Adriana Miedzińskiego. To trening elektrostymulacyjny, bardzo fajna sprawa, który uzupełnia inne zajęcia fizyczne i pozwala szybko zrzucić zbędne kilogramy.

 

Nie każdy będzie mógł być liderem w każdym meczu - mówi Tobiasz Musielak

Michał Lewandowski (za: pomorska.pl)
Czy na pewno chcesz usunąć ten komentarz?
TAK NIE
Komentarze (32)
miesiąc temu
W odpowiedzi na komentarz:
Witam
Elo
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
Nie Jacek Gumowski a Magdalena Ciszek-Kozłowska, prezes Promet Cargo, zostanie nowym marketing managerem w Stali Gorzów
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
https://twitter.com/i/status/1205414639330304001
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
W odpowiedzi na komentarz:
Witam
siema
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
Witam
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
W odpowiedzi na komentarz:
Cofnijmy się do sezonu 2018, który dla Wojdyły był niezły. Na pewno obiecujący i wskazujący, że jest dla niego szansa w roku następnym, czyli 2019. Zawodnik był oczywiście świadomy, że pewnego miejsca w składzie nie ma, bo jest jeszcze wychowanek WTS-u, Przemysław Liszka. Wojdyło ewidentnie zignorował tę rywalizację, czuł się pewny swego, lecz życie i rok 2019 zweryfikował go drastycznie.

Przegrywana, w trakcie sezonu, rywalizacja o drugie miejsce juniorskie, obok Maksyma Drabika, z Przemysławem Liszką, nie najlepiej wpłynęła na Wojdyłę. Zawodnik wiele razy miał mieć pretensje do trenera Dariusza Śledzia i prezesa Andrzeja Ruski.

Patryk Wojdyło przejechał zaledwie pięć wyścigów w PGE Ekstralidze w skali całego sezonu. To ponad czterdzieści mniej od jego (wówczas) największego rywala o skład.

Włodarzom Betard Sparty nie można nic zarzucić. Zarówno Wojdyło, jak i Liszka, byli traktowani na tych samych zasadach i w czystej rywalizacji o skład. Liszka miał kilka imponujących wyścigów i zasługiwał na kolejne szanse.

W zamian za Wojdyłę do Wrocławia przyjdą inni wychowankowie rzeszowskiego klubu – Bartosz i Michał Curzytkowie. Wydaje się, że to bardzo rozsądny ruch. Zawodnicy młodzi, ambitni i co najważniejsze – z odpowiednim zapleczem sprzętowym i finansowym.
Zawodnicy młodzi, ambitni i co najważniejsze – z odpowiednim zapleczem sprzętowym i finansowym.

hahahahahhahaa dlatgoe pewnie chcieli do torunia BUSA I SILNIKI HAHAHAHAHAHAHHAHAHA
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
Cofnijmy się do sezonu 2018, który dla Wojdyły był niezły. Na pewno obiecujący i wskazujący, że jest dla niego szansa w roku następnym, czyli 2019. Zawodnik był oczywiście świadomy, że pewnego miejsca w składzie nie ma, bo jest jeszcze wychowanek WTS-u, Przemysław Liszka. Wojdyło ewidentnie zignorował tę rywalizację, czuł się pewny swego, lecz życie i rok 2019 zweryfikował go drastycznie.

Przegrywana, w trakcie sezonu, rywalizacja o drugie miejsce juniorskie, obok Maksyma Drabika, z Przemysławem Liszką, nie najlepiej wpłynęła na Wojdyłę. Zawodnik wiele razy miał mieć pretensje do trenera Dariusza Śledzia i prezesa Andrzeja Ruski.

Patryk Wojdyło przejechał zaledwie pięć wyścigów w PGE Ekstralidze w skali całego sezonu. To ponad czterdzieści mniej od jego (wówczas) największego rywala o skład.

Włodarzom Betard Sparty nie można nic zarzucić. Zarówno Wojdyło, jak i Liszka, byli traktowani na tych samych zasadach i w czystej rywalizacji o skład. Liszka miał kilka imponujących wyścigów i zasługiwał na kolejne szanse.

W zamian za Wojdyłę do Wrocławia przyjdą inni wychowankowie rzeszowskiego klubu – Bartosz i Michał Curzytkowie. Wydaje się, że to bardzo rozsądny ruch. Zawodnicy młodzi, ambitni i co najważniejsze – z odpowiednim zapleczem sprzętowym i finansowym.
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
tutaj mrozke dobrz emoiw
6 miejsce to bedzie jak mistrzostwo kraju dla rybnuika w sumie
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
https://twitter.com/i/status/1205422947952840704
  Lubię
  Nie lubię
miesiąc temu
Wielu ekspertów podejrzewa, że powodem takiej sytuacji jest zazdrość Piotra Pawlickiego, który przez dłuższy czas zapowiadał się na lepszego zawodnika niż Zmarzlik, ale w ostatnich latach oddala się od światowej czołówki. To jednak wcale nie musi oznaczać, że obaj żużlowcy mają się nie lubić.

– Nie rozumiem, po co ktoś cały czas próbuje wytworzyć wokół nich niezdrową atmosferę. Bartek i Piotrek to dwaj zawodnicy z temperamentem, którzy znają się od dziecka. Nie ma potrzeby kreować ich na dwóch wielkich wrogów, bo to sztuczne i niczemu dobremu nie służy. My nie mamy żadnych problemów z Piotrem i życzymy mu wszystkiego najlepszego, także awansu do Grand Prix – dodaje Paweł Zmarzlik, który podobnie jak Bartosz zna się z rodziną Pawlickich od kilkunastu lat.
  Lubię
  Nie lubię
+1
© 2002-2015 Zuzelend.com