Cztery lata musiał czekać Max Fricke na kolejne sukcesy w Speedway Grand Prix. W piątkowy wieczór pokazał jak bardzo dobrze czuje się na brytyjskich torach. Bieg finałowy po wykluczeniu Bartosza Zmarzlika stał się wewnętrzną rozgrywką odwiecznych konkurentów, młodego pokolenia australijskiego speedwaya.
- To była naprawdę świetna robota całego mojego zespołu i jestem wdzięczny, że mogłem nagrodzić wszystkich, którzy tak ciężko dla mnie pracowali. Odnieśliśmy wspaniałe zwycięstwo. Wprowadziłem zmianę po pierwszym biegu. Zadziałało i później mieliśmy dobrą prędkość. Udało mi się to utrzymać, nabrać pewności siebie i po prostu poprawiać się przez cały wieczór.
Pod koniec zrobiło się ciężko, kiedy zaczął padać deszcz. Trochę było jak zgadywanie, jak to się potoczy. Ale ogólnie rzecz biorąc, trzymaliśmy się tego, co wiedzieliśmy. Chciałem tylko być na czele w tym finale.
Wszyscy wiedzieliśmy, że pierwszy zawodnik, któy dotrze do tej lini pod bandą prawdopodobnie wyjedzie na prowadzenie, zwłaszcza po tym deszczu. Zadbałem o dobry start i byłem pierwszy. Potem już tylko pełna koncentracja i dojechanie do mety. Było dość blisko płotu, ale przez cały wyścig ostrożnie jechałem przy samej krawędzi, z pełną koncentracją.
Ściganie się z Bradym i Jackiem sięga czasów startów w juniorskich wyścigach na motocyklach 125 cm³ podczas Mistrzostw Australii. Ścigamy się na żużlu przez całe życie, odkąd mieliśmy dziewięć lat. Zaczęliśmy mniej więcej w tym samym czasie i od tamtej pory rywalizujemy ze sobą. To naprawdę niesamowite widzieć, jakie wszyscy robiliśmy postępy przez te lata i jak dotarliśmy na szczyt w tym sporcie. Stanąć razem na podium podczas rundy SGP to naprawdę, naprawdę super - powiedział Max Fricke